• Wpisów:103
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:19
  • Licznik odwiedzin:8 725 / 1687 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
http://lzyosamotnienia.blogspot.com/
Z dniem dzisiejszym kończę tego bloga z powodów technicznych i przenoszę się na bloggera. Opowiadanie " Łzy osamotnienia" zostanie tam dokończone.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 


"Ból to takie zjawisko, które tłumaczy Nam, że gdzieś popełniliśmy błąd. Zjawiliśmy się w nieodpowiedniej chwili i w nieodpowiednim miejscu. Poszliśmy nie w tą stronę, wypowiedzieliśmy nie to słowo. Ból to taka kara za pewną część życia. Ból daje nam czas na przemyślenie błędu, jaki popełniliśmy. Ból uświadamia Nas, że obraliśmy zły kierunek życia. Powinniśmy nawrócić lub wybrać inną drogę, zrobić cokolwiek by nie trwać przy tym co dotychczas."
Czuję, że on mija z czasem, ale mija.
W życiu każdego człowieka nadchodzi taki czas, w którym daje się odczuć utratę czegoś ważnego. Nie musi to być rzecz, czy bliski człowiek. Tracimy coś wewnątrz siebie. Na przykład wiarę, że kiedyś może być lepiej.

* * *

- Ej. – szepnęła. Chłopak spojrzał na Nią zaspanymi oczyma.
- Przepraszam, nawet nie spostrzegłem kiedy tak naprawdę zasnąłem.
- Nie musiałeś tutaj siedzieć. – powiedziała uśmiechając się.
- Chciałem.
- Dlaczego tutaj ze Mną zostałeś? – zapytała.
- Bo na nikim Mi tak cholernie nie zależy. Nikt tak bardzo nie zawładnął Moim sercem. Cokolwiek robię, staram się to robić względem Ciebie. Próbuję Ci pomagać, być – zawsze. Chcę Cię kochać. Chcę Cie obdarować swoją miłością. Chcę żebyś wiedziała, że jest ktoś, dla kogo jesteś ważna. – Kamila przerwała Mu kładąc palec na Jego ustach. Przygryzła lekko wargę, dając Mu znak żeby się zbliżył.
- Ja Ciebie też. – szepnęła, namiętnie łącząc wargi.

Moje życie to ciągła lista niepowodzeń. Ciągnąca się od jednego do drugiego. Z czasem przestało mi zależeć na tym by przetrwać. Bo po co?
Teraz już wiem czego wcześniej nie zauważałam. Ja go kocham, ja go potrzebuje. Może to naiwne ale nie mam, żadnych obaw. Pierwszy raz nie martwię się o nic. Ufam mu w stu procentach. Tak to bardzo nieodpowiedzialne...

Kiedyś, już jakiś czas temu, popełniłam ogromny błąd, który teraz ciąży za mną gdziekolwiek spojrzę, czy pójdę. Byłam trochę innym człowiekiem. Nie wiem czy lepszym, czy gorszym. W każdym razie - innym. I chyba ta inność, chęć poznawania świata, ludzi, bycie niezależnym, bycie sobą, doprowadziło do tego, że jestem tu, gdzie jestem, z przeszłością nakreśloną wieloma błędami, nieuczciwością i egoizmem.
Chyba każdy z Nas czegoś żałuje. Rzecz jasna, po stracie. Każdy zrobił coś niepotrzebnie, za późno, zbyt pochopnie. Każdy choć raz poszedł w złą stronę, poznał niewłaściwego człowieka. Każdy z Nas kiedyś uwierzył w czyjeś słowa.
Można żałować wielu rzeczy - że się nie spróbowało, że się poddało, że się o czymś zapomniało, że się spóźniło, że się coś kupiło, że się nie odebrało telefonu, że się nie poszło, że się zaufało.
Tak. Najgorszą rzeczą zrobioną kiedykolwiek przeze mnie było ZAUFANIE nieodpowiednim ludziom.
A teraz wydaję się, że znowu to robię.

* * *
Ludzie uważają się za słabych. Nie walczą, bardzo często zbyt wcześnie się poddają, upadają, a co gorsze uciekają, jakby byli pewni, że są w stanie zostawić przeszłość za sobą.
Dlaczego nie walczymy? Tylko mówimy sobie, że to zbyt wiele, że nie podołamy, że to nie dla nas, nie na nasze możliwości. Dlaczego wmawiamy sobie kompletne bzdury? Dlaczego próbujemy się usprawiedliwiać przed czymś, co z góry uznaliśmy za zbyt trudne i dlatego odpuściliśmy? Dlaczego tacy jesteśmy? Dlaczego uważamy samych siebie za tak cholernie słabych?

* * *

Kabina prysznicowa powoli się rozsunęła. Jej mokre, opadające na ramiona włosy co jakiś czas wypuszczały kroplę wody, która swobodnie zsuwała się po nagich plecach. Zawinęła swoje kruche ciało białym ręcznikiem, po czym energicznie opłukała twarz wodą.
Mogłabym tak bez końca uderzać się czymś w twarz, tym samym robiąc sobie nadzieję, że to wszystko jest tylko złym snem. Mogłabym upijać się do nieprzytomności, by przez dłuższą chwilę tak po prostu zapomnieć.

- Cześć. – szepnął Filip, lekko rozproszony.
- Wejdź. – wycedziła przez zęby Kamila.– Przepraszam, że ja tak w samym ręczniku..
- Nie szkodzi. – zaśmiał się brunet.
- Chodź na górę, muszę się przecież ubrać. – odpowiedziała, zaprowadzając chłopaka do pokoju.
„Tak naprawdę to nie wiem, czy chciałam mieć teraz kogoś obok. Nie czułam się na siłach do rozmowy. Wolałabym zostać sama. Ale z drugiej strony, samotność nie jest dobrym doradcą. Zaczynam się bać życia, a najbardziej tego, że przyjdzie taki moment, w którym nie będę potrafiła sobie poradzić. Zgubię się i zginę, bo nikogo nie będzie obok.”
Ubrana w krótkie shorty, zieloną bokserkę i włosy zwinięte w kucyk w końcu opuściła łazienkę.
- Dziewczyna, która spędziła w łazience pięć minut, nie mając na sobie makijażu ani idealnie ułożonych włosów, wygląda tak nadzwyczajnie bosko. – szepnął chłopak zerkając znad laptopa.
- Przesadzasz. – syknęła.
- Pijemy? A to z jakiego powodu? – zapytała dziewczyna, unosząc w górę butelkę Johnego Walkera.
- A czy musi być jakiś powód?
- No niekoniecznie. – syknęła, powoli się uśmiechając. Wyszła na balkon, rozsiadając się na leżaku. Wzięła łyka dość mocnego trunku prosto z butelki, chwilę później odpalając papierosa.
- Czyli widzę, że się nie obijamy z piciem. Bez mieszania i innych tych dupereli. Mocna jesteś. – rzucił Filip, siadając naprzeciwko Niej.
- Szkoda mi czasu. – odpowiedziała, zaciągając się.
- Radzisz sobie? – zapytał, biorąc łyk alkoholu.
- Próbuję. Staram się jak mogę. Ale nie wychodzi. Czemu te cholerne wspomnienia tak bardzo siedzą mi w głowie?
- One zawsze będą Ci w niej siedziały. Choć nie wiadomo jak bardzo byś się starała to wszystko zapomnieć, to niemożliwym jest wymazać matkę z pamięci.
- Masz rację. Ale nie chcę już się męczyć. Dlaczego, kiedy miałam ją obok i była, jaki był wcale tak bardzo mi nie zależało na rozmowie z nią? A gdy już odeszła, tak na zawsze, zapragnęłam poznać ją lepiej, chcąc nadrobić te stracone przez nią lata.
- Człowiek docenia po stracie. To normalne i nie masz się o co obwiniać. – odpowiedział, podając Jej butelkę. Zgasiła papierosa w popielniczce, ogrzewając twarz w słońcu. Wypiła kilka łyków, po czym delikatnie się uśmiechnęła.
- Rób to częściej. – syknął chłopak, popijając.
- Że niby co? – zapytała.
- Uśmiechaj się. Pomimo wszelkich problemów i sytuacji, które niszczą Ci psychikę. Choćbyś miała udawać przed samą sobą, że wszystko jest dobrze, rób to. Pamiętaj tylko, że to pomaga, ale nie pozwala zapomnieć na zawsze.
- Ja nawet nie wiem, czy chciałabym zapomnieć na zawsze. Przecież to właśnie na wspomnieniach żyje człowiek. Na masie pięknych chwil, które może sobie odtworzyć w każdym momencie. Nie chcę wymazać mamy z pamięci, pragnę pogodzić się z Jej śmiercią.
- I tak trzymaj. – szepnął chłopak. – Oo, kończy się napój. – powiedział, machając Jej przed oczyma butelką.
- Kocham Cię wiesz?- wypaliła.
- Wiem.- odpowiedział jej krótkim pocałunkiem oznaczającym " ja ciebie też".
  • awatar Victoria Green: o kurka wodna! Czysta magia, jeszcze miałam taką idealnie pasującą piosenkę do tego. Czysta magia. Czytając ten rozdział rozbudziałaś moja tęsknotę za Twoim stylem, za powiadaniem, za postaciami. Kurcze, po prostu idealny. Piszesz juz kolejny? Czekam i przepraszam za zwłokę.
  • awatar Welcome to My Paradise ♥: Magia nie odstępuje twojego opowiadania na krok jak widzę :) Pięknie to wszystko napisałaś. Pokazałaś w tym rozdziale prawdę o ludziach, o nas. Wspaniały, pełen magii rozdział. Czekam na następny :3
  • awatar Never Stop Dreaming <3: Świetne *_* Masz talent :d Wpadnij do nas ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kolejny raz zawaliłam oceny. Ratunku! Chyba nie będzie wpisów przez najbliższy czas.
 

 
Miesiąc później...
Zatem wciąż jest do dupy.
-Czuje się... NO WŁAŚNIE JAK JA SIĘ CZUJĘ? - stawiam sobie retoryczne pytania. Jednocześnie przesiaduje na plaży z Filipem. Słyszę szum mojego ukochanego morza. Dookoła nas biegają dzieci śledzone wzrokiem przez swoich kochających rodziców. Są szczęśliwe. DLACZEGO JA TAKA NIE MOGĘ BYĆ? - Chyba wiem.
- A więc co czujesz?- pyta mnie mój towarzysz. Biorę głęboki wdech. Zamyślam się. Odpowiadam po chwili.
- To już nawet nie jest smutek. To jest pustka...
- "Życie może być czasem bardzo trudne, ale zawsze warto przebrnąć przez ból. Lepiej jest odczuwać wszystkie emocje, niż nie czuć nic."- zacytował.
- DLACZEGO TO JEST TAK TRUDNE?- omal nie wykrzyczałam mu tego w twarz. - Nie mam już siły płakać. Przepraszam za to jaka jestem. - szepcze ostatkami sił.
- Nie przepraszaj.- po czym mnie bardzo mocno i zachłannie przytulił.
Wciąż nie wiem czego on wyczekuje. Siedzi ze mną ostatnio cały czas. Chyba zbyt często. Zresztą gdyby nie on to już mnie tu by nie było. Przez ten trudny czas chyba powstała jakaś dziwna więź między nami. Nie mam pojęcia co do niego czuję. Jest wspaniałym przyjacielem ale boję się, że nic więcej. To wszystko jest takie dziwne i niepewne.

* * *

Mijają tygodnie, jednego dnia jest lepiej, innego gorzej, jakoś się plecie, nie najlepiej. Tylko niczego nie da się zapomnieć.
Po prostu się nie da.

* * *

To już zbyt długo trwa. Muszę się ogarnąć. Po prostu muszę, ale chyba nie dam rady.

Jest ciężko. Gdyby nie najbliżsi pewnie nie dałabym rady. Codzienne telefony i pytania ‘ jak się czuję ‘ trochę mnie podbudowują. Każdego wieczoru moim celem staje się otwarcie oczu rano. Na nowo staram się podołać postawionym sobie wyzwaniom. Nie poddaję się, choć i takie myśli przechodzą mi przez głowę. Niektórzy patrzą i zastanawiają się, jak potrafiłam sobie z tym wszystkim poradzić. Jak umiałam na nowo zacząć żyć. Wielu twierdzi, że skończyła się Nasza rodzinna udręka, że w końcu będziemy mogli spokojnie stworzyć idealną rodzinę. Ale oni nie wiedzą, co tak naprawdę pomiędzy nami było. Nie mają pojęcia ile prawdy było w tych wszystkich pogłoskach. Ludzie zazwyczaj wierzą na słowo, zamiast przyjść i po prostu zapytać, czy wszystko jest w porządku.

Od śmierci mamy minął ponad miesiąc. Od tego czasu uczęszczam na terapie. Staram się. Choćby dla Dominika. Choć może nie tylko dla niego...

- Kamila, chodź już, bo się spóźnimy. – krzyknęła z dołu mama. Wysoka kobieta, ubrana w czarne spodnie i ciemną koronkową bluzkę, kończyła właśnie poprawiać swoje włosy. Dopijała na szybko filiżankę herbaty, wrzucając do małej kopertówki, wszystko co najpotrzebniejsze. Zza okien dawało znać o sobie gorące słońce, którego promienie przebijały się przez kuchenne zasłony. Chodnikami podążali ludzie, zmierzający na plażę. Wydawało się, że to kolejne zwykłe popołudnie, dzień jak co dzień.
- Kochanie, nie będę dwa razy Cię upominać! Schodź na dół. – znów odezwała się mama, prawie gotowa do wyjścia. Po wysokich, drewnianych schodach powoli zbliżała się szczupła, piękna, uśmiechnięta dziewczyna. Ubrana w zwiewną czarną sukienkę, wysokie buty i włosy spięte w idealny kok, niechętnie podążała na dół. Skierowała swoje kruche ciało do kuchni, włączając ekspres.
- Ty chyba nie masz zamiaru jeszcze teraz pić kawy, nie mamy na to czasu. – rzuciła mama, kątem oka spoglądając na córkę.
- Idź popraw makijaż, ja się pospieszę. – uspokoiła mamę, szczerze się uśmiechając.

Taką ją zapamiętam kochającą matkę i zawsze uśmiechnięta, atrakcyjną kobietę.
  • awatar Limited: Jej ♥ ciesze sie, że powróciłaś ze swoim opowiadaniem ! Brakowało mi Twojej twórczości ! Czekam na kolejny♥ powodzenia !
  • awatar Gość: Bardzo się cieszę, że w końcu coś napisałaś :D Czekam na kolejny rozdział.
  • awatar *Etta*: @My Paradise <3: Nie wierze... Ktokolwiek to w ogóle czyta?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Gdyby istniała możliwość cofnięcia się do jednego wybranego momentu w życiu, jestem pewna, że każdy by ją wykorzystał. Znaleźlibyśmy się w chwili, gdy powiedzieliśmy o kilka słów za dużo, gdy poszliśmy w złą stronę, gdy zachowaliśmy się nieodpowiednio, gdy odpuściliśmy, gdy mogliśmy zrobić więcej, gdy przestaliśmy walczyć. Myślę, że każdy z nas naprawiłby swój błąd, udoskonaliłby przeszłość, znalazł nową ścieżkę i nie cofał się do momentu, w którym zniszczył wszystko. Prawda jest taka, że ja chciałabym teraz zrobić coś naprawdę dziwnego zważając na moją przeszłość. Poprosiłabym moją matkę o wybaczenie. O puszczenie w niepamięć tych kilku bolesnych słów. Boże... Dlaczego ja nie byłam przy niej jak mnie potrzebowała? Teraz jest już za późno...

* * *

Słyszę pukanie do drzwi. Nie mam ochoty odpowiedzieć. Jestem zła między innymi dlatego, że nie wypełniło się moje przesłanie. Obiecałam sobie wcześniej, że więcej nie uronię łez osamotnienia. A co z tej obietnicy skoro w ostatnim tygodniu uroniłam kilka litrów?
Zapewne znacie to uczucie zmieszanej tęsknoty, żalu, bólu, radości i niepohamowanej złości, która jest jednocześnie napędzana szczęściem. Każdy z nas przeżył już taki moment, w którym po prostu zaparło dech w piersiach. Każdy, bez wyjątku. W takich chwilach najbardziej boli niewiedza, brak możliwości jakiegokolwiek ruchu, bo nie mamy pojęcia czy będzie on odpowiedni i bardziej normalny niż sytuacja w jakiej się znaleźliśmy...

- Proszę.- odpowiadam po kilku minutach. Dziwne co? Dominik nigdy nie odpuszcza. Potrafi stać pod drzwiami nawet kilka godzin. Zdaje mi się , że on też to przeżywa. Sama nie wiem... Czy można aż tak nienawidzić? Czy zanikły w nim wszystkie uczucia do matki? Do ojca? Jego śmierć matki w ogóle nie ruszyła? A może to maskuje? Minęły dwa dni od tego feralnego telefonu. Mój brat za moją namową organizuje pogrzeb. Sam z siebie by tego nie zrobił. Jeśli nie on to kto? To będzie trudne.
Po chwili wchodzi ale... nie Dominik. Filip.
- Po co tu przyszedłeś?- spytałam wyraźnie zbyt ostro.
- To takie trudne do zrozumienia?- spytał jakby ironicznie.- Odwiedzam Cię.
- Po co? Co cię obchodzi jakaś podłamana idiotka?
- Może tego nie widać ale zależy mi na tobie. Przez ten krótki czas poznałem cię dość dobrze by wiedzieć, że jesteś wspaniałą osobą. Jak się dziś czujesz?
- Jak się czuję? Jakby ktoś wyrwał mi część serca. Ktoś zły i niedobry podszedł do mnie i bez skrupułów pozbawił mnie pięknych momentów. To boli. Każdego dnia coraz bardziej. Czasami wydaje mi się, że serce zwalnia swoje tempo. Jakby zrozumiało, że dalsze istnienie tutaj nie ma już sensu.
- Boisz się, prawda? - zapytał. - Boisz się powrotu do rzeczywistości, do tych samych ludzi i tych samych miejsc. Boisz się samotności w swoich czterech ścianach. Boisz się rozmyślania nad tym co było i dlaczego nie można już tego zmienić. Boisz się tego, co znasz. Boisz się siebie.
- Nie lubię swojego życia, czy to dziwne?
- Nie. Ja na przykład nie lubię rodzynek, ale jakoś daję radę. Niektóre dziewczyny nie lubią oglądać horrorów, grać w piłkę nożną albo rozmawiać o samochodach. Inni nie lubią się uczyć, czytać książek lub przesiadywać w bibliotekach. Są jeszcze ci, którzy nie potrafią znieść samych siebie, i to już jest dość duży problem.
- Co wtedy?
- Wtedy potrzebne są zmiany, spontaniczne wyjazdy, stworzenie planów, które nigdy wcześniej nie przyszłyby nam do głowy. Ludzie uciekają, daleko i niepostrzeżenie. Myślą, że gdy wyjadą, wszystkie problemy zostaną w ich domach, za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy oni wiozą te problemy ze sobą, do swoich nowych, nieodkrytych przez serce miejsc. I na nic zdaje się ich ucieczka, pogoń za szczęściem, czy jak to jeszcze nazywają. Gdziekolwiek będziesz, zabierasz ze sobą wszystko, każdy kawałek duszy, najmniejszą część roztrzaskanego serca, a co najważniejsze samego siebie. Bo nie jesteś w stanie uciec przed czymś, co jest w tobie. Nie możesz wyjąć serca, włożyć do słoika, zakneblować pod łóżkiem i uciec. Po prostu nie możesz. Bo wtedy już zupełnie przestaniesz żyć.

* * *

Czy to prawda, że ktoś tam z góry zawsze nas obserwuje? Że nigdy nie jesteśmy sami? Że czuwa nad nami jak dobry Anioł Stróż? Że bardzo często chce nas ostrzec i krzyczy, ale jego głos jest niemy?
Wspaniale byłoby mieć kogoś, kto zawsze będzie obok; kogoś, kto nigdy cię nie opuści; nie powie, że musi już iść; nie pozwoli byś gubiła się w swoich czterech ścianach, nie poklepie po plecach i pozwoli się wypłakać, tylko kopnie w tyłek i będzie kazał wziąć się w garść; nie dopuści, abyś zapomniała oddychać, a jeśli nawet, to zrobi to za ciebie. Wspaniale byłoby mieć taką osobę, czuć jej obecność, słyszeć jej głos, odczuwać jej miłość...
___________________________________________________

Mam prośbę. Chciałabym wiedzieć czy ktokolwiek to czyta. Pozostawcie po sobie komentarz albo chociaż like. Tak orientacyjnie. Chce wiedzieć czy kontynuować to opowiadanie.
  • awatar Limited: Ja czytam, może z obsunięciami, ale czytam. Pięknie pizesz i proszę, nie przerywaj tego. Opisy, postacie wykreowane przez Twoją głowę, to coś cudownego. Kamila....nie jestosamofniona w swoich przemyśleniach! Pisz kochana !:* rozdział cudowny.
  • awatar My Paradise <3: Współczuje jej :c Sądzę, że każdy miał tak w życiu, że chciał cofnąć czas i coś zmienić. Piękna końcówka, również chciałabym mieć przy sobie taką osobę. uwielbiam twoje opowiadanie, rozdziały spod twojej ręki( choć może raczej myszki i klawiatury) są po prostu świetne i emanują magią. Nie mogę się doczekać następnego :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Obudziłam się przez promienie słońca, które przebijały się pomiędzy ciemnymi zasłonami w pokoju. Przetarłam zaspane jeszcze oczy, po czym usiadłam na brzegu łóżka z potwornym bólem głowy. Na stoliku nocnym stała butelka czystej, gazowanej wody. W ułamek sekundy dobiegłam do Niej opróżniając prawie do połowy. Ubrana we wczorajsze rzeczy ociągale poszłam do łazienki. Napełniłam wannę do połowy wlewając masę zapachowych olejków. Umyłam włosy i zawinęłam je w ręcznik, tak samo jak resztę ciała. Nałożyłam delikatny makijaż na twarz, po czym zeszłam na dół żeby coś zjeść.
- Dzień dobry. – usłyszała męski głos dobiegający z kuchni. Podeszła bliżej przyglądając się blondynowi, który stał oparty o kuchenny blat w ręku trzymając kubek z gorącą kawą.
- Yy, cześć. – nieśmiało rzuciłam. – Nie wiedziałam, że ktoś tu jest. W ogóle to jestem nieubrana i ..
- Nie szkodzi. – przerwał. – Słodko wyglądasz, kiedy się tak rumienisz.
- Dziękuję. – skromnie wyjąkałam. Podeszłam bliżej Niego załączając ekspres do kawy stojący na szafce za Nim. – Ubiorę się. – rzuciłam zmierzając w kierunku schodów.
- Nie musisz. – zaśmiał się słodko biorąc łyk kawy. Podczas, gdy poszłam włożyć na siebie jakieś ubrania, Honor wyciągnął z lodówki warzywa i inne przysmaki, tym samym przygotowując kanapki. Zaparzył kawę, po czym starannie ułożył filiżankę razem ze stosem kanapek na stole. Usiadł naprzeciw miejsca przygotowanego chyba dla mnie, wciąż popijając chłodniejszą niż na początku kawę. Wtedy na schodach odbijał się tupot moich stóp. Ubrana w krótkie jeansowe spodenki i przylegającą do ciała, czarną bokserkę z napisami ponownie zeszłam do kuchni siadając przy stole.
- Przygotowałeś Mi kanapki? – zapytałam zdziwiona uśmiechając się do Niego.
- Owszem. – odpowiedział.
- Miło z Twojej strony. – rzuciłam biorąc łyk czarnej kawy. – A w ogóle to skąd Ty się tu wziąłeś?
- Nie pamiętasz? – syknął wgapiając się w Jej tęczówki pytającym wzrokiem. – Ja tu mieszkam kobieto... - Jesteś tu od dwóch tygodni a nic nie kojarzysz?
- Przepraszam... jestem zmęczona, i... - nie dokończyłam.
- Głowa cię boli, tak? Twój brat będzie niezadowolony.- przerwał mi. Spojrzałam w głębie jego niebieskich oczu. Nigdy tego nie dostrzegałam ale Honor jest naprawdę przystojny. Nie dostrzegałam bo jest przyjacielem moim i Dominika od wielu lat.
- Nie zrobisz tego. - zagroziłam.
- Czyżby?- spytał.- Braciszek nie będzie zadowolony, że ciągle coś odwalasz.
- Przecież nie jestem dzieckiem. – syknęłam lekko oburzona.
- Nie? – zapytał. – A co teraz zrobiłaś? – rzucił uświadamiając mi , że właśnie zamiast soli, użyłam cukru w celu doprawienia pomidora na swojej kanapce.
- O cholera. – zaśmiałam się. – Ale to jeszcze nic nie znaczy !
- Dzieciak ! Dzieciak ! – krzyczał wskazując palcem. Zrobiłam smutną minę i ściągając osłodzonego pomidora rzuciłam nim w Honoriusza.
- O ty niemądra dziewczynko. – syknął ściągając z twarzy warzywo . Śmiech roznosił się po całym domu. Stanęłam na drugim końcu kuchni w obawie przed zemstą Honora.
- Ja nie Ty żeby się tak zachowywać, dzieciaku. – powiedział siadając na krześle i biorąc moją kawę wziął łyka.
- Ej! – krzyknęłam. – Moja kawa! Spadaj! – podbiegłam i zajmując miejsce wyrwałam Mu z dłoni filiżankę, kontynuując posiłek.
- Pozmywam. – syknął udając obojętnego, a w rzeczywistości tryskał tęczówkami, jak słońce energią. Wykorzystując chwilę nieuwagi , momentalnie zdjął z mojej głowy zawinięty ręcznik wsypując na moją głowę połowę torebki cukru.
- Doigrałeś się! – warknęłam oburzona, po czym wyjęłam z lodówki ketchup . Zanim zdążyłam go otworzyć, Honor już znalazł się przy mnie wyrywając butelkę z rąk i wyciskając zawartość na włosy i resztę ciała.
- Poddaję się! – krzyknęłam, ale to nic nie dawało. Oboje śmieliśmy się w niebogłosy wzajemnie się przepychając i udowadniając kto jest lepszy. Dawno nie czułam się tak wspaniale. Jak w dzieciństwie. Nagle Jego ciało przylgnęło do mnie opierającej się o szafkę kuchenną. Uniósł mnie sadzając na blacie. Delikatnie ogarnął z mojej twarzy kosmyki kasztanowych włosów zakładając je za uszy. Jego dłonie wędrowały po mych biodrach, a z czasem subtelnie gładziły policzek. Uniósł moją brodę ku górze i przyciągając do siebie zbliżył swoje usta do mnie. ( Tego w dzieciństwie nie było.) W tej chwili rozległ się dzwonek telefonu. Oboje spojrzeliśmy na siebie odsuwając się. Zeskoczyłam z blatu i ruszyłam w stronę telefonu.
- Kamila Karwowska?- spytała kobieta po drugiej stronie.
- Tak. O co chodzi?- odparłam
- Niestety mam dla pani złą wiadomość.- wstrzymałam oddech.- Pani matka zmarła kilka godzin temu.

Tak naprawdę to nie wiem, czy chciałam mieć teraz kogoś obok. Nie czułam się na siłach do rozmowy. Wolałabym zostać sama. Ale z drugiej strony, samotność nie jest dobrym doradcą. Zaczynam się bać życia, a najbardziej tego, że przyjdzie taki moment, w którym nie będę potrafiła sobie poradzić. Zgubię się i zginę, bo nikogo nie będzie obok.

* * *

Codziennie kłamałam. Nie tylko ludzi, mamę, czy choćby psa. Oszukiwałam tą dziewczynę, która każdego dnia patrzyła na mnie w lustrze. Nie byłam szczera nawet samej sobie, nie potrafiłam żyć, chociażby dla siebie. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło i wszystko straciło sens. Prawda jest taka, że zawsze kochałam moją matkę,... zawsze.
Mama też udawała. Starała się być silna i twarda. Próbowała udowodnić, że świetnie damy sobie radę. Doskonale wiedziała, że to niemożliwe. Że nie da się ułożyć na nowo życia, gdy tylko się tego zapragnie. Czasem potrzeba wielu lat, by w końcu się ustatkować. Wielu ludzi, by dojść do siebie. I wspomnień, które staną się pięknym obrazem przeszłości...
  • awatar Limited: *Nadrabiam* To nie fair. Życie Kamilii nabierało rumieńców a tu *BUM* i śmierć matki. To na pewno ios dla niej i jej poranionej psychiki. Nawet jeśli matka się nie opiekowała nią... Piszesz takie wciągające rozdziały! Chcę więcej ! Powodzenia i weny przy kolejnym rozdziale :)
  • awatar My imaginary world♥: Popłakałam się ;__; Szkoda mi |Kamili, większość matek okazuje uczucia swoim dzieciom, ale są także takie które tych uczuć nie potrafią okazać. Smutny rozdział, z którego emanuje magia potrafiącą wycisnąć łzy. Pięknie piszesz. Czekam na kolejny.
  • awatar Gość: Czytając tytuł jakoś miałam przeczucie, że tak będzie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Piosenka, którą mam zamiar zaśpiewać na konkursie. Jej historia niesamowicie mnie urzekła. Tekst przemawia do mnie tak mocno, że choć wiem, że to słaby wybór pod względem muzycznym to muszę ją zaśpiewać. A jakie są wasze wrażenia. Może będę grać ją na fortepianie? A może ktoś ma nuty? Nie che mi się pisać. Leniwa ja.
  • awatar Limited: Uwielbiam tą nutke. Monika ma świetny głos i bardzo dobrze, że jej kariera się rozkręca. A piosenka pisana dla bliskiej jej osoby, która odeszła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Z dedykacją dla paula110.pinger.pl
Mieliście w życiu taki czas, w którym czuliście, że coś jest nie tak? Zadawaliście sobie pytania: A może jest zbyt dobrze? Może jest to tylko cisza przed burzą?
Musi być coś nie tak. Jestem przyzwyczajona, że nic mi nie wychodzi. A teraz? Czyżby Bóg dał mi drugą szanse? A może po prostu chwilowo zabrakło mu pomysłów? Sama już nie wiem...

* * *

Rozsunęłam kabinę prysznicową. Włączyłam muzykę. Pozwoliłam by moje mokre włosy rozsypały się na moje gorące ciało. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Ubrałam się w niebieskie szorty szarą koszulkę i conversy. Zrobiłam mocny makijaż by nikt nie zauważył zmęczenia na mojej twarzy. Zmęczenia życiem... Muszę pójść na plażę. Potrzebuję odetchnąć.

Zdejmuję trampki. Czuje gorący piasek pod swoimi stopami. Wbiegam do morza. Impulsywnie... Czuje, że to jeszcze nie koniec, ale mam zamiar się cieszyć z tego co jest.
Moje życie nigdy nie było usłane różami. Czasem mam wrażenie, że ktoś ciągle mi podcina skrzydła. Mam nadzieje, że to się zmieni.

Delektuję się widokiem zachodu słońca. Słyszę krzyk. Znajomy.
- Kamila!- odwracam się. W oddali widzę Filipa. Podbiegam do niego i witam się z nim.
- Cześć? Czego chcesz?- pytam zbyt opryskliwie.
- Może się przyłączysz?- pokazuje mi grupę nastolatków grających w siatkówkę.
- Chętnie.- odpowiedziałam z uśmiechem.

Gra była jakaś dziwna. Niby to zwykła zabawa, lecz ciągle mam wrażenie, że jedna z dziewczyn celowo chce mnie przewrócić. Zdeterminowana przyspieszyłam tempa i natychmiastowo wpadłam w czyjeś rozgrzane ciało.
- Au. – pisnęłam leżąc na jakimś przystojniaku. Nasze oba rozgrzane ciała emanowały od siebie cholernym gorącem, który w tamtej chwili nas łączył. – Oo, Sory. Powinnam zejść. – zaśmiałam się odklejając się od dopiero teraz zauważonego Filipa.
- Przepraszam. – powiedział. – Powinienem był uważać.
- Nie szkodzi. – rzuciłam odwzajemniając Jego uśmiech.
- Braciszku, daj sobie spokój, lepiej idź poszukaj innych kąsków, a to zgniłe mięcho zostaw watahom wilków. – ironicznie parsknęła dziewczyna próbująca wcześniej mnie przewrócić poklepując chłopaka po plechach.
Nawet nie drgnęłam. Nie wyrzuciłam w kierunku dziewczyny żadnego słowa. Patrzyłam tylko jak się oddala i przybijałam pionę z ludźmi z drużyny.
- Przepraszam Cię za Nią. – rzucił Filip.
- Nie musisz tego robić, nie zależy Mi na jakichkolwiek przeprosinach. Czy to od Niej, czy za Nią. Obejdzie się. – syknęłam zmierzając do swoich. Otarła tylko nogi z piasku, który w tamten dzień niesamowicie przyczepiał się do skóry. Odpowiedziałam tylko na parę pytań, typu ‘ Czy wszystko dobrze? ‘ , albo ‘ jak się czujesz? ‘ . Po czym po wspólnym okrzyku wszyscy wrócili znów na boisko zajmując swoje miejsca.
- No dajesz mała, dajesz ! – krzyknęła Wika, która była na stanowisku obrony. Kiedy znów miałam władzę nad piłką zamachnęłam się i uderzając z całej siły wcale nie oczekiwałam, że piłka znajdzie się w odpowiednim do tego miejscu. Miałam inny cel – wkurzająca mnie od kilkunastu dobrych minut, Wiktoria. Dziewczyna nie zdążyła odsunąć się, gdyż prędkość piłki była wystarczająco duża, a bliskość między nami bardzo mała. Natychmiastowo Jej twarz otrzymała potworny cios, a ciało z rozmachem osunęło się na ziemię. Ze strony drużyny Kamili rozbrzmiały oklaski i okrzyki, a połowa przeciwników podbiegła do Wiki otrząsając ją . Sędzia zaalarmował koniec meczu, po czym połowa ludzi rozeszła się.

* * *

Było coś przed 23. Księżyc informował mnie, że pora już wybrać się do domu. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i odpalając jednego z nich zaczęłam dogłębnie ogarniać swoje myśli. Z każdym wciągniętym machem i wypuszczanym dymem doszukiwałam się powodów, dla których tu jestem. Na siłę próbowałam dociec, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Dlaczego mój ojciec bezskutecznie wmawia mi, że przechodzi na odwyk. Że już nie pije i szuka pracy. Dlaczego matka nie ma dla mnie czasu i nałogowo spędza dzień za dniem w pracy. Dlaczego to wszystko musi być takie trudne.
- Życie. – rzucił ktoś przysiadając się do Kamili. Rażące światło księżyca oświetliło twarz bruneta. – Pewnie zastanawiasz się dlaczego jest takie trudne.
- Może i tak. Czas na Mnie. – powiedziałam próbując wstać, ale momentalnie straciłam równowagę.
- Oo, chyba ktoś za bardzo świętował zwycięstwo. – rzucił kładąc sobie moją rękę na plecy i unosząc mnie w górę za kolana.
- Będziesz Mnie tak niósł jak jakąś głupią pannę młodą? – zapytałam śmiejąc się.
- Tak. Nie puszczę Cię w takim stanie samej do domu. – odpowiedział, po czym wyciągając z mojej dłoni niedogaszonego peta rzucił go do wody.
- Dlaczego nie mogę iść sama? – zapytałam bełkocząc.- Filip! Pytam cię o coś?
- Bo jesteś pijana.
- Nie jestem! – krzyknęłam .
- Zobaczymy jutro. – rzucił.

* * *

„ Jest zbyt miły. Nie mogę Go pokochać. Boję się kolejnej miłości. Ostatnio wszystko leci mi z rąk, a ja nie chcę już nikogo ranić. Życie nieźle skopało mi tyłek. Ale chcę już w końcu wrócić na właściwą drogę. Bez płaczu, bólu i głębokich uczuć.”
  • awatar Limited: *Nadrabiam* " Jest zbyt miły. Nie mogę Go pokochać. Boję się kolejnej miłości. Ostatnio wszystko leci mi z rąk, a ja nie chcę już nikogo ranić. Życie nieźle skopało mi tyłek. Ale chcę już w końcu wrócić na właściwą drogę. Bez płaczu, bólu i głębokich uczuć.” - spodobało mi się i to strasznie ! ^^Rozdział naprawdę świetny i nie pisany w całości w pierwszej osobie :o miłe zaskoczenie ! :D
  • awatar Expirion.: Początek i koniec idealnie opisują teraz to co czuję *.* Pięknie dobierasz słowa. Idzie ci coraz to lepiej, naprawdę! :) To zaszczyt że cię znam hahahahhaha ^^ Myślę, że to jest jeden z tych najpiękniejszych rozdziałów <33
  • awatar Gość: Na miejscu Kamili pewnie bym podeszła do tej laski i jeszcze ją skopała XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Dla Light Of The Night.
Życie... lista chwil, rozczarowań, myśli, załamań, łez osamotnienia. "Jest ta­ki mo­ment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać. To jest ta­ki spryt­ny mecha­nizm. Myślę, że przećwiczo­ny wielok­rotnie przez na­turę. Du­sisz się, in­styn­ktow­nie ra­tujesz się i za­pomi­nasz na chwilę o bólu. Boisz się nawrotu bez­dechu i dzięki te­mu możesz przeżyć." Życie... jest chwilą,... wiadrem łez osamotnienia. Przynajmniej moje tak wygląda...

* * *

Siedzę z Filipem na plaży. Letni wiatr obwiewa moją twarz a kasztanowe włosy latają na wietrze. Podkulam nogi, dotykam brodą kolan, siedzimy w głębokiej ciszy, ale mi to nie przeszkadza. Jestem ciekawa na co liczy. Praktycznie się nie znamy a on jakby nigdy nic codziennie od kilku dni ze mną przesiaduje. Dla mnie jest to w swego rodzaju terapia. A dla niego? KIM DLA SIEBIE NAWZAJEM JESTEŚMY? Pytam w myślach samą siebie. Widzę jak chłopak bierze głęboki oddech.
- Dlaczego się tniesz? Dlaczego...?- spytał. Wiedziałam, że kiedyś o to zapyta, ale nie sądziłam, że dojdziemy do tego zakrętu mojego życia tak szybko.
- ...trafiłam do szpitala?- kiwa głową.- Jestem tchórzem dlatego tak skończyłam. Ale nie mogę się poddać. Kiedyś się poprawie... obiecuje. Wiem, że jestem słaba.
- Przynajmniej masz jakąś nadzieje.
- Nie jestem pewna czy to coś da. Dziś jest dobrze a jutro wszystko się wali.- odparłam spoglądając na swoje palce przesłaniające słońce.
- Dlaczego to robisz?- spytałam spoglądając w jego piękne zielone oczy. Bez wątpienia mi się podobał, po za tym był dobrym przyjacielem ale nic więcej.
- Co robię?
- Siedzisz ze mną? Przychodziłeś do szpitala. Czego naprawdę ode mnie chcesz?- spytałam mimowolnie.
- Nie rozumiem...
- Dobrze wiesz o co chodzi.
- Aha... już rozumiem. Myślisz, że chce czegoś więcej?- kiwam głową- Nie, może z czasem... narazie przyjaźń mi wystarcza.
- Więc po tygodniu znajomości jestem już przyjaciółka.
- Jeśli ci to przeszkadza...- przerywa mi.
- Nie, oczywiście, że nie.- odpowiadam.- po prostu... dziękuje, że jesteś.- dotykam jego dłoń i spoglądam mu głęboko w oczy.
- Ja też ci dziękuje.- odpowiada mi Filip. A ja uśmiecham się po kryjomu.

* * *

Boże,
pomóż mi, bo już nie daję rady. Dłużej nie wytrzymam. Ja nie chcę tak żyć. Nie chcę w ogóle żyć.
Wiem, że brzmi to strasznie i nie powinnam tak mówić. Przepraszam.
Jestem słabym człowiekiem. Nie umiem walczyć. Może dlatego, że ciągle spotykają mnie złe rzeczy i po prostu już nie wierzę w lepszą rzeczywistość.
Chcę umrzeć. Naprawdę.
Nie chcę żyć nadzieją. Nie chcę wierzyć w lepsze jutro. Nie chcę łudzić się, że może pojutrze, a może za kilka lat, będzie lepiej.
Powiesz mi kiedy w końcu zacznie być pięknie?
Czy całe moje życie aż do śmierci będzie pasmem niepowodzeń?
Kiedy uda mi się ocalić cząstkę siebie, nie tracąc nic w zamian?
Czy nadejdzie dzień, gdy będę bała się śmierci, a nie czekała na nią z utęsknieniem?
Daj mi jakiś znak, mały szczegół, który dla mnie będzie znaczył wiele. Chcę cieszyć się każdego dnia rano, przeżywać każdą chwilę jak najpiękniej i zasypiać z uśmiechem na ustach.
Pomóż mi nauczyć się żyć.
Daj mi powód bym chciała żyć.
Pokaż, jak powinnam żyć.
Chcę tylko być szczęśliwa, czy proszę o zbyt wiele?

Tak było jeszcze tydzień temu.

Boże,
Dziękuje Ci za Filipa. Może on jest tym znakiem? Tym szczęściem...

* * *
Kiedyś nadchodzi taki moment, w którym musisz podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Musisz zdecydować. Zostać tutaj czy iść dalej. Pomóc w potrzebie czy stać się egoistą. Trwać w samotności czy wyjść do ludzi. Stworzyć rodzinę czy poświęcić się pracy. Żyć czy umrzeć.
  • awatar Limited: *Nadrabiam* Początek mnie oczarował. Taki piękny,dogłębny. Te przemyślenia na początku i końcu wprowadzają w taki cudowny nastrój. Twoje opowiadanie przoduje u mnie ! Twoja twórczość uderza mnie prosto w serce, bo wiem, że tematyka Twojego opowiadania jest trudna do opisania. A Tobie wychodzi to tak cudownie. Czytam kolejne...*
  • awatar муѕzкα ♥: Uwielbiam czytać niektóre z Twoich przemyśleń, docierają mi do serca. Rozdział oczywiście mnie ujął. Jest cudowny. Cieszę się bardzo, że pomalutku odnajduje jakieś elemenciki szczęścia. Myślę, że pojawienie się Filipa zmieni ją na lepsze. Świetne :) (Przepraszam Cię strasznie, że czytam z takimi przerwami. Ciężko mi się do tego zabrać, brakuje czasem czasu)
  • awatar Expirion.: Jezu, zakończenie.. I pytanie retoryczne na temat Filipa! Super! Bardzo mi się podoba <3 Dziś mam mało czasu, więc skromny komentarz, aczkolwiek powiem tylko tyle, że coraz bardziej rozbudowujesz opowiadanie, ukazując miejsca i postaci, a nie tylko "formę pamiętnika". dobry krok naprzód! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez: http://palza.pinger.pl/
Pytania:
1. Jaki jest najlepszy, otrzymany przez Ciebie prezent urodzinowy?
Hm... nie wiem może przyjaźń
2. Czy istnieje jakaś osoba, której się obawiasz?
Nie
3. Jakim zwierzęciem chciałabyś być?
Pumą albo Kotem Bengalskim
4. O czym marzyłaś mając 7 lat?
Żeby być blondynką xd
5. Jaki jest Twój ulubiony zapach?
Mary, mary, maryhuanina xd Szczerze, nie wiem...
6. Czy uważasz siebie za osobę kreatywną?
Nie
7. Jesteś zadowolona z decyzji jakie podjęłaś?
Nie zawsze
8. Jesteś od czegoś uzależniona?
Od książek, sportów<3 Kocham
9. Jak Ci minął dzień?
Średnio, żalu nie ma, dupy nie urywa...
10. Wierzysz w Boga?
Hm... Jeśli chodzi o Boga, wierzę jednak nie uznaje instytucji kościoła tych całych księży, sakramentów, opowiastek o Jezusie, że niby on sobie po ziemi latał z tymi swoimi apostołkami i te wszystkie opowiastki.
Dla mnie równie dobrze Biblię mogło napisać kilku gości, którym coś na dekiel walnęło. Każda wiara ma jedno najważniejsze przesłanie " Bądź dobry zarówno dla świata jak i dla bliźniego."
11. Czy ktoś sprawił Ci taka przykrość, na tyle byś chciała opuścić tą osobę i o niej zapomnieć?
Tak, nie chce o nim mówić...

Nominuję:
http://paula110.pinger.pl/
http://panttera.pinger.pl/
http://limitoflove.pinger.pl/
http://fieryglance.pinger.pl/
http://kiniuaa.pinger.pl/
http://gruzolandia2348900.pinger.pl/
http://iza2115.pinger.pl/
http://heartbirdy.pinger.pl/

Pytania
Jak lubisz zaczynać swój dzień?
Wierzysz w Boga?
Jaki jest Twój ulubiony film o miłości?
Jaki jest najlepszy, otrzymany przez Ciebie prezent urodzinowy?
Jesteś od czegoś uzależniona?
Lubisz czytać książki?
Jakiej muzyki słuchasz?
Jakie jest twoje hobby?‎
Jaka jest Twoja najważniejsza ogólna zasada?
Czego nie możesz się doczekać?
Ostatnio słyszana piosenka?
  • awatar Limited: 1.Sprawdzam komórkę, czy mam nową wiadomość czy coś nowego się wydarzyło i zazwyczaj włączam muzykę 2.Tak 3. "Trzy metry nad niebem","Tylko Ciebie chcę" 4.płyta mojego ulubionego rapera ♥ 5. Muzyka,telefon,tablet,książki, opowiadania,blogi...sporo tego:x 6.Kocham. 7.Rap,/czasem trochę pop'u 8.Hobby:rysowanie,czytanie książek, pisanie opowiadań. 9.Nie mam. Staram się przeżyć jakoś moje życie, spróbować wszystkiego, nie przesadzając. 10.Czasu po egzaminach. 11. Mam na imię Aleksander-Nie uciekaj. Dziękuję za nominację! Rozdziały nadrobię, obiecuję i zapraszam do mnie ♥
  • awatar A'nasa ♥: 1.Od wyjrzenia przez okno. 2. Tak. 3.Hm. Powiem, że trylogia Igrzysk Śmierci. 4. Książka. 5.Od czytania książek. 6. Kocham. 7. Każdej 8. Gra w teatrze. 9. Trzeba iść na przód, mimo trudności. 10. Tego, aby ktoś zachwycił się moimi opowiadaniami i pomógł spełnić marzenie. 11. Avicii - Silhouettes ;)
  • awatar муѕzкα ♥: 9. "Nie ma rzeczy niemożliwych". 10. Koncertu Eminema w Polsce. 11. 30 Second To Mars - Stranger In A Strange Land
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
"Bóg dał wam buty, które pasują tylko do was... więc załóżcie je i noście. Bądźcie sobą.
Bądźcie dumni z tego, kim jesteście. I nawet, jeśli to brzmi banalnie, nie dajcie sobie wmówić, że nie jesteście piękni." - Eminem
  • awatar муѕzкα ♥: Tyle piękna w jednym cytacie. Tyle przesłania, prawdy i motywacji. Najlepszy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Hobbit. Oglądał ktoś? Ja mam zamiar się za niego wziąć w ten lub następny weekend. Wrażenia?

* K A M I L A *

Podobno rozmowa pomaga. Dodaje otuchy, przedstawia całą sytuację z innej, czasami lepszej strony. Druga osoba próbuje przemówić do nas, że następnym razem będzie lepiej, że nic się nie stało, warto spróbować jeszcze raz. I tak bez końca. Ale jeśli jest się zamkniętym wewnątrz siebie, jeśli coś blokuje i nie pozwala na żadne ludzkie odruchy, wtedy nie ma już żadnego ratunku. Nie pomoże rozmowa, kawa, a nawet papieros. Na złamane serce nie ma lekarstwa...

* * *

Byłam świadoma od dłuższego czasu. Moje powieki były zbyt ciężkie bym wcześniej mogła je podnieść. Z dnia na dzień ciążyły na nich kolejne kilogramy. Kilogramy smutku, niepowodzeń, żalu, łez osamotnienia...
-W końcu się obudziłaś- usłyszałam głos pielęgniarki- Już idę po lekarza.- odparła.
- Nie, nie trzeba poradzę sobie.
- To dobrze - wyszła.
- Jak się czujesz?- usłyszałam tan sam głos co w samolocie, to był Filip.
- Fizycznie? Słabo. Psychicznie? Bywało gorzej.- odparłam z kwaśną miną. Spojrzałam w te same zielone tęczówki co kilka dni wcześniej. Były takie głębokie. To zniewalało. - Co ty tu robisz?
- Pamiętasz co mi obiecałaś w samolocie?
- Nie.
- Powiedziałaś, że się jeszcze spotkamy. Nie odezwałaś się więc sam zamierzałem zrobić pierwszy krok. Zadzwoniłem ale zamiast ciebie usłyszałem głos twojego brata. Nie miałem pojęcia, że cierpisz na depresje, że jesteś załamana. Przez te kilka godzin nawet polubiłem .
- Cieszę się. Co u ciebie?
- Wszystko... - wziął głęboki oddech jakby nie mógł nic powiedzieć- w porządku- odparł po chwili.
- Mi możesz powiedzieć, naprawdę.
- Nie potrafię...
- Spoko poczekam.
- Ale ja nie mam pewności czy kiedykolwiek będę mógł.
- Chodzi o moją dziewczynę...
- Nie żyje?- spytałam zakładając najgorsze.
- Gorzej... Zdradziła mnie.- mogłam się domyślić. Zdrada to najgorsza rzecz, które może dopaść chłopaka. Przynajmniej tak słyszałam.
- Musisz jak najszybciej o tym zapomnieć. Na złamane serce nie ma lekarstwa... Nie jesteś tego wart. Uwierz mi. - spojrzałam mu prosto w twarz.
- Skoro zgrywasz taką silną to dlaczego tu jesteś?
- Nie zgrywam silnej. Wcale taka nie jestem. Jestem zbyt słaba by wygrać walkę z własnym życiem. Zawsze przegrywam...- JESTEM ZBYT SŁABA. PRZEGRYWAM. Powtarzam sobie to w kółko. Może czas to zmienić?
- Widzę, że sami sobie nie poradzimy z własną psychiką. A razem? Co ty na to?- zaskoczył mnie. W ogóle się nie znamy a on proponuje coś takiego. Coś jest nie tak. Może jestem już przewrażliwiona.
- Dla kogo te kwiaty?- spytałam pokazując na bukiet róż na stoliku.
- Dla ciebie.-odparł.
- Z jakiej okazji?
- Czy to ważne? Proszę, przemyśl moją propozycje.
- Postaram się ale taka sytuacja może być uciążliwa.
- To znaczy? Liczysz na coś więcej?
- Nie, po prostu z czasem...
- Jeśli nie chcesz... Myślałem, że ty też poczułaś tą dziwną więź ale najwyraźniej się myliłem.- zaczął wstawać z miejsca.
- Nie, nie odchodź możemy spróbować.- Szczerze nie wierzyłam w to, że nam się to uda bez rozczarowań. Bo wstydem nie jest próbować, ale w ogóle nie spróbować.

* * *

Ludzie popełniają błędy, to normalne, przecież nikt nie jest idealny. Niektórzy z nich próbują te błędy naprawić, inni mają to gdzieś. Naprawienie swoich błędów to również naprawienie siebie, zmiana złych cech, pozbycie się ich. Zmiana wewnętrzna człowieka nie jest wcale łatwa, bo przecież każdy chce być sobą. Ale odpowiedzmy tak szczerze: ile tej oryginalności jest w każdym z nas?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za poślizg. Musicie mnie zrozumieć. Kilka rozdziałów teraz będzie nudniejsza będę budować teraz pewną więź między Kamilą a Filipem by później was zaskoczyć.
  • awatar Limited: *Nadrabiam* Rozdział mnie...kurcze odjął zdolność myślenia,chyba. Nie potrafię ułożyć chociażby jednego solidnego zdania. Piszesz tak pięknie,hipnotyzująco. Wiesz co mnie zdziwiło? Kamila nie ma wyżutów sumienia po tym co zrobiła. A ja mam za każdym razem gdy się samookalecze. Zaskakuje mnie ta postać, ale zarazem jest taka realistyczna. Dziewczyna z problemami. P.S pozdrawiam !
  • awatar муѕzкα ♥: Świetny masz gust muzyczny, jeju Ed. Podczas czytania wyłapałam sobie dwa cytaty, które strasznie mi się spodobały: "Bo wstydem nie jest próbować, ale w ogóle nie spróbować. " "Naprawienie swoich błędów to również naprawienie siebie" Takie cudowne. Jak zwykle świetnie dobrane słowa, wszystko jest tak pięknie. Jedyne do czego nie rozumiem to zamiarów Filipa... Obie strony są naiwne robiąc coś takiego, a może On ma w tym jakiś cel? Nie wiem. Mam nadzieję, że ta akcja się wyjaśni, bo nie spotkałam się z takim zaufaniem na drugim spotkaniu, przynajmniej ja bym była ostrożna. Rozdział, jest lepszy od poprzedniego
  • awatar Always my way: Cudowny rozdział. Oddasz szczyptę talentu? Czekam na kolejny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
"Książki są wyjątkowym przenośnikiem magii" ~Stephen King
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znowu wszystko się jebie, super.
 

 


Z dedykacją dla Limited.

Z punktu widzenia Dominika:

Oglądałem telewizję kiedy usłyszałem dźwięk tłukącej się doniczki.
Najprawdopodobniej dobiegał on z pokoju Kamili. Z doświadczenia wiem, że lepiej żeby sama ochłonęła. Zazwyczaj nie tłucze doniczek. Raczej robi to bezgłośnie. Coś musi być nie tak... Stałem się za nią odpowiedzialny więc muszę jakoś reagować. Poczekałem kilka minut bo mogło być to tylko przeczucie. Mniej więcej o tej porze zaczyna krzyczeć ale teraz jest inaczej. To dziwne. Mam złe przeczucia. Mogło coś się stać. Jestem debilem... Mogłem jej bardziej dać do zrozumienia, że nie mam do niej żalu. Pogodziłem się już ze śmiercią Emili a Kamila najwyraźniej nie. Dlaczego nie potrafię jej pomóc. Nie wiem. Staram się jak mogę.
- Nad czym się tak zastanawiasz? Pożyczysz słuchawki? - do pokoju wszedł Honor mój kumpel.
- Sam nie wiem. Próbuje jakoś pomóc Kamili.
- Coś ci to nie wychodzi skoro taka ładna laska tłucze doniczki od niechcenia.- odparł.- Gadałeś z nią w ogóle?
- Trochę.
- To idź do niej może jej to pomoże.
- Wątpię.
- Warto spróbować.-zachęcał.
- No dobra.
Wbiegłem na górę po schodach. Drzwi były otwarte - to też było dziwne. Zwykle tego nie robiła. Moje przeczucia się potwierdziły moja siostra leżała zakrwawiona na podłodze.
- Cholera jasna!
- Co jest?!- usłyszałem z głos Honoriusza.
- Choć szybko.
Podbiegłem do niej i szybko złapałem jakąś bluzkę by zatamować krew.
- DLACZEGO TO ZROBIŁAŚ?!- wykrzyczałem jej prosto w twarz. Wtedy spostrzegłem doniczkę. Teraz zrozumiałem... chciała zwrócić moją uwagę. Sam jej już nie rozumiem...

* * *

Siedzę w szpitalu już drugą godzinę i czekam na pieprzonego lekarza.
Nie wiem nic. Rozmyślam...
Czekam...
Patrzę na biało zielone ściany.
Po chwili zauważam wychodzącego lekarza.
- Przepraszam, co z moją siostrą? - spytałem uprzejmie wstając z krzesła.
- Najgorsze już za nami. Pańska siostra nadal jest nieprzytomna ale trzeba być dobrej myśli. Mam nadzieje, że jutro się wybudzi. Kto teraz jest jej opiekunem prawnym?
- Ja.
- Czy zdaje sobie pan sprawę, że to jest już czwarta próba samobójcza?
- Wydaje mi się, że to nie miało być samobójstwo...-odparłem trochę zakłopotany.
- Jak to?
- Widzi pan Kamila kilka minut przed tym kiedy ją znalazłem stłukła doniczkę. To wyglądało jakby miała jeszcze wolę życia. Ona nie chciała umrzeć... Nie wiem może chciała po prostu odpłynąć.
- Możliwe ale to nic nie zmienia. Czy pańska siostra uczęszcza na jakąś terapie.
- Teraz już nie. Wcześniejsze nic nie pomagały.
- Jeśli można wiedzieć dlaczego jest w takim stanie?
- Moja siostra za bardzo rozpamiętuje przeszłość... Obwinia się za coś co wydaje się być jej winą. W rzeczywistości nie jest. Nie powiedziałem jej tego jeszcze, ponieważ chciałem ją uchronić przed moją... przeszłością. Niestety nie mogę panu zdradzić szczegółów.- odpowiedziałem.
- Rozumiem... W takich sytuacjach potrzebna jest przymusowa terapia.
- Wiem o tym ale na pewno uda się tego uniknąć. Prawda?- spytałem wręczając lekarzowi kopertę z dwoma tysiącami dolarów. Kupił to.
- Oczywiście, po co dziewczynie zawracać głowę. Przecież tylko pomyliła tabletki i rozcięła rękę rozbijając doniczkę.
- Dziękuję. Doceniam, że pan mnie rozumie.- gorzej by było dla niego jak by nie zrozumiał.
- Musi bardziej pan na nią uważać kolejnej takiej pomyłki może nie przeżyć.
- Mogę ją zobaczyć?- spytałem błagalnie.
- Oczywiście. - powiedział lekarz.

* * *

Wszedłem do ciemnej sali na oiomie. Kamila leżała nieprzytomna podłączona pod aparaturę monitorującą serce.
Pod oknem siedziała pielęgniarka. Poprosiłem ją dyskretnie by wyszła z sali. Usiadłem obok siostry i złapałem ją za rękę.
- Dąż do doskonałości. Pamiętaj, że niezależnie jaką drogę wybierzesz, ona zawsze dokądś się poprowadzi. Możesz zabłądzić, zwątpić albo odpuścić. Może też okazać się, że weszłaś do ślepej uliczki. Ale nie możesz się zatrzymywać. Idź przed siebie, choćbyś miała robić to na kolanach. Bierz garściami to, co twoje. Zasłużyłaś sobie na to.- wyszeptałem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam. Wiem, że jesteście zawiedzione rozdziałem. Nie mogłam tu wprowadzić tej magii co zwykle. Jest mi trudno opisać odczucia Dominika bo nigdy nie byłam na jego miejscu. Już niedługo powróci Kamila.
  • awatar муѕzкα ♥: Piosenka świetna, uwielbiam ją. Nie pasuje do reszty, ale to nic. Przeważnie robisz tak, że piosenka się kończy, a ja kończę wtedy czytać. Masz wyczucie. Rozdział bez urazy, ale jakoś mnie nie porwał. Próba samobójcza, czy właśnie to zwrócenie na siebie uwagi, jakoś mnie nie ruszyło. Mimo wszystko jest ładnie, ale wiem, że stać Cię na więcej. Lecem do następnego.
  • awatar Limited: Liczę nawet na więcej tego typu rozdziałów. Uwielbiam Twój styl ! I przeraszam za zwłoke...ale szkoła.... // jestem na tablecie i "pierwsza część komentarza", została wstawiona przypadkowo, dlatego dopisałam resztę w drugim. Poza tym wkradł się błąd: *Kamil-Dominik, przepraszam....
  • awatar Limited: Gdy tuż po piosenką ujrzałam: "Z dedykacją dla Limited.", nie zareagowałam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to ja ! Przeliterowałam sobie L I M I T E D , a moja buzia automatycznie wyglądała jakby właśnie zaparkował tutaj statek kosmiczny. Nie wierze....Bardzo Ci dziękuję, rozumiem, że to przez mój ostatni [głupi,długi] komentarz... To jest aż...o jej, jesteś cudowna ! Rozdziały z perspektywy chłopaka są na ogół trudne (sama wiem coś o tym). Ciężko wczuć się dziewczynie/kobiecie w rolę mężczyzny, nie mówię,że to jest niemożliwe, ale często opisy są za bardzo przesadzone, a uczucia za kobiece. Tobie...Tobie to się udało ! Napisałaś to tak realistycznie i ja na przykład nie miałam problemów z tym, aby wczuć się w postać Kamila i jego refleksje. Baaa ! Liczę nawet na
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

The stars, the moon, they have all been blown out
You left me in the dark
No dawn, no day, I'm always in this twilight
In the shadow of your heart

* * *

" Życie zaskakuje na każdym kroku. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co nas czeka. Można planować spotkania, układać harmonogram dnia, przygotowywać się do ważnych egzaminów, a los i tak zrobi wszystko po swojemu. Nie warto nastawiać się z góry albo cieszyć się przedwcześnie. Należy iść do przodu, krok w krok z przeznaczeniem. "

* * *

Życie większości ludzi można porównać do puzzli...
Dzielą się na pewne grupy.

Pierwsza:
Pięćdziesiąt elementów. Można je w miarę szybko poskładać i w jeszcze krótszym czasie rozłożyć na czynniki pierwsze.

Druga:
Pięćset elementów. W tym gronie ludzi żyje się trudniej. Trzeba poświęcić więcej czasu by znaleźć sens i dostrzec piękno takiego życia. Wystarczy trochę poczekać na efekt, który jest zniewalający.

Trzecia.
Moja grupa. Kilka tysięcy elementów. Można ją porównać do rogalika.
Po pewnym czasie wszystko się psuje. Idealny rogalik zmienia się w bułkę tartą. Spróbujcie choć raz złożyć rogalika z wielu ziarenek bułki tartej. To niemożliwe. Tak wygląda moje życie.
Nic już nie będzie takie samo...

* * *

Dwa dni później...
Siedziałam na krześle w kuchni i rozmyślałam o tym wszystkim. Rozkoszowałam się wonią kwiatów. Dotykałam opuszkami palców krawędzi filiżanki.
To mnie niszczy od środka. Moje wzloty i upadki zdarzają się coraz częściej. Wahania nastrojów, wewnętrznej siły, samopoczucia... wszystkiego.
CO JA MAM ZE SOBĄ ZROBIĆ?
Wewnętrzne rozdarcie jest nie do wytrzymania. Czuję się coraz gorzej. Może nie tak jak po wypadku. Myślałam, że wyszłam z depresji ale co ja się oszukuje. Nigdy to się nie stanie.

* * *

Muszę się zebrać, pozbierać wszystkie części siebie pozostawione daleko w dal.
Potrzebuje solidnego kopa w dupę, który da mi siłę a nie osłabi jak inne...
Nadszedł czas bym szczerze porozmawiała z Dominikiem. Chcę wiedzieć czy wciąż ma do mnie żal.
Usłyszałam dźwięk domofonu. Wiedziałam, że czeka mnie trudna rozmowa...

- Hej- powiedziałam niepewnie.
- Cześć. Co u ciebie?- spytał sztywno zdejmując buty. Nie czułam się dobrze w tej sytuacji. Nie miałam pomysłu od czego zacząć.
- Ujdzie.Dominik?
- Tak?
- Dziękuję ci za wszystko.
- Przestań. Przecież wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko.
- Dziękuje ale czy nie masz do mnie żalu?- spytałam wreszcie.
- Za co? Za to, że ze mną mieszkasz? Przecież jesteśmy rodziną.-odparł.
- Nie, nie o to chodzi.
- A o co ?
- O... wypadek.
- Dlaczego mam mieć do ciebie żal? Przecież to nie twoja wina.
- Dobrze wiesz, że gdyby nie ja nic by się nie stało a Emilia by żyła!- wykrzyczałam. Kolejne łzy...
- Nie płacz proszę. Nic nie poradzisz. Tak musiało być.
- Wcale nie.- po tych słowach wybiegłam.

Znowu się rozkleiłam. DLACZEGO NIE MOGĘ SOBIE PORADZIĆ Z WŁASNYM ŻYCIEM?
Może czas to skończyć.

Serce człowieka waży 300 gram. Ale w tamtej chwili czułam, jakby miało ono co najmniej kilogram więcej. Coś nie pozwoliło mi wydusić z siebie ani słowa. Z trudem łapałam powietrze, a słone łzy sunęły po policzkach. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści. Byłam gotowa do walki. Ale z czym? Z własnym życiem? Z rzeczywistością? Z niesprawiedliwością? Sama ze sobą?
- Dlaczego te wszystkie złe rzeczy, ciągle przytrafiają się mnie? - zapytała, patrząc oczami, w których właśnie upadała nadzieja. Wszyscy okazują mi litość. Nienawidzę tego.

Sięgnęłam ręką po żyletkę. Zrobiłam jedno głębokie cięcie... już mi się to zdarzało.
Drugie...
Trzecie...
Patrzyłam jak narkomanka na kapiącą krew. Miałam zamiar zamknąć drzwi na klucz, ale...
Mój kochany braciszek wymontował zamki. Był na to przygotowany.
-Super- odparłam sama do siebie.
Sięgnęłam po opakowanie tabletek nasennych i antydepresantów. Nie lubiłam tego świństwa. W końcu się przyda.
Nie chciałam się zabić. W tym momencie myślałam tylko o tym aby oderwać się od rzeczywistości. Choć na chwilę...
Łykałam całą garść tabletek. Jedną po drugiej. Na zmianę... zielona... biała... zielona... W końcu to poczułam. Radość...
Czułam jak odpływam. Bez boleśnie. Padłam na ziemie. Resztką sił doczołgałam się do okna. Zrzuciłam doniczkę. Chciałam zwrócić na siebie uwagę. Nie chciałam umrzeć. W końcu poczułam, że żyje...

* * *

Miałam wspaniały sen. Choć raz jakaś odmiana od koszmarów. Śniła mi się Emili. Moja kochana siostra. Jej piękne blond włosy falowały na wietrze a zielone oczy ze spokojem były wpatrzone we mnie.
- Wybaczysz mi? - spytałam w myślach.
- Już dawno to zrobiłam.- odparła z uśmiechem.
Wreszcie zaznałam spokoju...

* * *

Byłeś kiedyś czegoś tak bardzo pewien, że mógłbyś obstawić o to własne życie? Odpowiedź brzmi: nie. Bo zawsze pojawia się jakiś cień wątpliwości. Zawsze świta w głowie, jedno ciche: a co by było, gdyby..? Nigdy nie będziesz w stanie powiedzieć: tak, możesz mnie zabić, jeśli się mylę. Bo w jakimś małym procencie, w którymś szczególe - na pewno popełniłeś błąd. Nie ufaj własnemu przeczuciu ani nie obstawiaj zbyt wiele, gdy pokrywasz to krótkim "tak mi się wydaje".

Nie podawaj się. Nigdy. Niezależnie ile Cię to kosztuje i jak bardzo odbija się na Twojej psychice. Nie przestawaj walczyć. O wiele bliżej masz do wygranej. Próbuj. Trzy razy, siedem, a nawet dziesięć. Uda się. W końcu poczujesz tę satysfakcję, staniesz na podium i zrozumiesz, że podczas walki odpuszczają tylko słabi. Bo wstydem nie jest próbować, ale w ogóle nie spróbować. "Jeżeli szczęście nie przyszło jeszcze do ciebie to znaczy, że jest duże i idzie małymi krokami"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taka mała zmiana. Mi ten rozdział nawet się spodobał. A wam?
  • awatar муѕzкα ♥: Genialne. Końcówka bardzo motywująca, dodająca otuchy na sercu, czy nawet siły do walki. Brawa. :)
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Fantastyczny to odpowiednie słowo opisujące ten rozdział chociaż może to za mało? Tak zdecydowanie to za mało! Żadne słowa nie wyrażą tego jak wspaniały jest ten rozdział i całe twoje opowiadanie ;* Już się nie mogę doczekać kolejnego <3
  • awatar Expirion.: Bardzo piękny. Ukazałaś nam tutaj częsty problem samookaleczenia się i co najważniejsze, czym mi niezmiernie zaimponowałaś - wprowadziłaś wątek z doniczką. Przekazałaś coś bardzo ważnego każdemu z nas: że warto żyć! Nawet jeśli ktoś teraz tego nie zauważył, to w trudnej chwili sobie to przypomni, bo zakodował to w głowie właśnie dziś, właśnie w tym momencie. Brawo! :) Jestem taka dumna <3 Prócz tego kolejna dawka przemyśleń, dziś nawet pojawiły się odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytania. Nie bardzo wymuszające, pozostawiające nam wolną rękę do swojego zinterpretowania tego. To również bardzo u Ciebie cenię. Wiesz, wyobrażam sobie, ze teraz czytasz mój komentarz. Zastanawiam się co myślisz, jaką sobie mnie wyobrażasz. Myślę nad tym jaka *Ty* jesteś i na czym Ci zależy. Ile warta jest dla Ciebie moja opinia. To cholernie ciekawe xd Dobra, na dziś to tyle. Dziękuję <333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Świadomość, jak bolesne bywa życie, boli niemiłosiernie. Chwile, w których uświadamiamy sobie, że gorzej już być nie mogło, bywają trudne do zrozumienia. Momenty, gdy tracimy coś bezpowrotnie, wpisują się w naszą pamięć już na zawsze. Jesteśmy ludźmi. Popełniamy błędy. Pochopnie podejmujemy decyzje. Marzymy. Myślami wracamy do przeszłości. Żyjemy. Staramy się każdego dnia coraz mocniej. Aż w końcu odpuszczamy. Codzienność traci swój rytm. Brakuje sensu i celu. Żyjemy, ale nie można tego nazwać normalnym istnieniem między ludźmi. Udajemy. Gramy nie swoje role. Ukazujemy się w fałszywym świetle, przez co tracimy na wartości.

* * *

Ten dzień nie należał do pogodnych. Słońce co jakiś czas wyglądało zza chmur, lecz robiło to tylko chwilowo. Co jakiś czas kilka kropel deszczu odbijało się o chodnik.
Miasto żyło już od siódmej godziny rano. Rozbiegani ludzie, pędzące auta, krzyczące dzieci, których mamy odprowadzały je do przedszkola, po drodze rozmawiając o nowym butiku w centrum. Mogłoby się wydawać, że pomimo pogody pół miasta wybiegło na ulice.
Gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi, zajętymi swoim życiem ludźmi, na ubocznym murku siedziała Kamila. Oddalona od tego pędu i hałasu, trzymając papierosa w trzęsących się dłoniach, zastanawiała się nad jednym, dość ważnym pytaniem: DLACZEGO JA?

* * *

Nadszedł czas aby opowiedzieć wam trochę o mojej rodzinie albo raczej o tym co z niej pozostało.
Można powiedzieć, że moi rodzice są ze sobą od przeszło dwudziestu lat. Tak naprawdę tylko na papierze. Tego od pewnego czasu nie można nazwać małżeństwem...
Mama nie mogła zostawić ojca pomimo, że poza pracą ciągle chodził pijany, bił ją i ciągle krzyczał. Ona wciąż go kocha. Oszukuje się, że będzie lepiej ale nie będzie... Jestem tego pewna.
Mam starszego brata Dominika, który w czasie napadów ojca się mną zajmuje.
Lubie go bo on jedyny choć trochę na mnie zwraca uwagę. Przynajmniej kiedyś tak było...
Rodzice się do niego nie odzywają od ponad półtora roku. Wtedy bez ich wiedzy zabrał mnie i moją siostrę do siebie. Tego dnia Emilia zginęła. Rodzice mu tego nie wybaczyli. W rzeczywistości ja jestem winna jej śmierci ale mój kochany brat bohater wziął to na siebie. Od tego czasu dręczą mnie wyrzuty sumienia. Każdej nocy śni mi się Emili. Przez to wpadłam w depresję. DLACZEGO ŻYCIE JEST TAKIE TRUDNE?
Wiele razy próbowałam popełnić samobójstwo.
Zawsze ktoś mnie odratowywał. Momentami wydaje mi się, że powoli uczę się żyć. Że staram się zapełnić pustkę, która ogarnęła moje serce. Ale nadchodzi też taki czas, który powtarza mi, że jestem zbyt słaba by wygrać walkę z przeszłością.
ZBYT SŁABA by nawet się zabić.
Jak żyć by mieć nadzieję na lepsze jutro? Co skłania Boga do zrzucania na człowieka ogromnego ciężaru istnienia? Czy można mieć pretensje do samego siebie za to, że nadal tutaj się jest? Jak długo trwa czas, w którym śmierć wydaje się być lepszą opcją niż życie? I co zrobić by funkcjonowanie na tym świecie było najlepszą inwestycją z jaką poradził sobie Bóg?

* * *
Zauważyłam znajome czarne BMW . A co jeśli Dominik nie wybaczył mi tak jak rodzice? Byłam zagubiona. Nigdy nie rozmawiałam o wypadku z nikim oprócz rodziny. Nie było nikogo kto by znał moją tajemnice...
Nie było nikogo odpowiedniego.
Znowu moja psychika siadała. Kolejne łzy. Łzy osamotnienia.
Z samochodu wyszedł kolega Dominika i zapakował moje rzeczy do bagażnika. Chyba miał na imię Honoriusz bo mój brat mówił do niego Honor. A może Hubert. Nie pamiętam...
Obejrzał mnie od góry do dołu. Zauważył, że płaczę. Znał moją sytuacje... niestety.
Wymienili spojrzenie i po chwili leżałam na tylnej kanapie samochodu.
Tym razem nie było przebacz. Płakałam przez ponad dwu godzinną drogę. W ciszy. Gdy Dominik się odwracał uśmiechałam się. Robiłam dobrą minę do złej gry.
W duszy wiedziałam, że on o tym wiedział.
DLACZEGO JESTEM TAKA SŁABA?

* * *

Ludzie często naklejają na twarze sztuczne uśmiechy. Udają. Chcą przez chwilę byś kimś innym. Wchodzą w inny świat, w chwilowe nowe życie. Kłamią. Oszukują. Po co? Aż tak źle jest im w rzeczywistości? Nie. Oni szukają wzniesienia, czegoś co pokaże im jak żyć. Chcą zacząć od nowa, od podstaw. Są w błędzie. Żeby stać się kimś innym nie trzeba za czymś gonić ani czegoś szukać, wystarczy spojrzeć w głąb siebie, w serce, które za każdym razem powie to samo: urodziłeś się by być tym, kim jesteś.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z góry przepraszam za błędy.
  • awatar муѕzкα ♥: Pisząc to wszystko zastanawiam się jak można być tak dobrym? Jesteś niesamowita. To jaki postęp zrobiłaś, jaki miałaś i masz potencjał. Podziwiam Cię, poważnie, masz moje ukłony. Rozdział jest zajebisty. Niby nic się w nim nie dzieje, zwykłe przemyślenia, ale to jak opisujesz każdą chwilę, każde uczucie, czy myśl... Rozwalasz mnie po prostu.
  • awatar Limited: Czytając to co piszesz, czuję jakbym czytała mój własny pamiętnik. Też jestem słaba. I też obawiam się mówić o moim życiu. To opowiadanie jest takie piękne. Zgadzam się w 100% z wypowiedzią *Expirion*.
  • awatar My Paradise <3: Intrygujący rozdział. Naprawdę podoba mi się twoje opowiadanie :D Pisz dalej, czekam na więcej ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Żyć na świecie tak długo i przeżyć tak mało – to hańba. | Milan Kundera
 

 


Szczęściarz. Człowiek, któremu wszystko jest po drodze. Nie przegrywa. Nie cierpi. Niezależnie w co włoży ręce, zawsze mu się to uda. Nie potyka się. Nie upada. Nie wie co to pech. Nosi przy sobie czterolistną koniczynkę? Codziennie spotyka kominiarza? Czarny kot nigdy nie przebiegł mu drogi? Ma w domu milion porcelanowych słoników z podniesioną trąbą? Nie. Po prostu jest szczęściarzem, wielkim przeciwieństwem mnie - dziewczyny wiecznie nienawidzącej życia.

* * *

Spoglądałam przez okno przez wiele godzin. Widziałam oddalające się lotnisko. Coraz mniejsze, bardziej oddalone.
Żegnam mój kraj, rodzinę, problemy, marzenia, życie...
Zostawiam tu przyjaciół, wspomnienia, wszystko... tak po prostu.
Wiele o tym myślałam ale wciąż mam wątpliwości.
A jeśli tam będzie jeszcze gorzej?
Jeśli zamiast ciągle się osuwać... osunę się na dobre?
Może mi się wszystko zwali na głowę.
Równie dobrze mogę odnaleźć tam swoje przeznaczenie i nigdy więcej nie uronię kolejnej łzy osamotnienia?

* * *

Momentami wydaje mi się, że powoli uczę się żyć. Że staram się zapełnić pustkę, która ogarnęła moje serce. Ale nadchodzi też taki czas, który powtarza mi, że jestem zbyt słaba by wygrać walkę z przeszłością.

* * *

W samolocie dominuje biały kolor oraz zapach lawendy. Zamykam oczy. Ronie kilka łez.
-Mogę się dosiąść? -słyszę cichy melancholijny męski głos. Dlaczego teraz kiedy się rozkleiłam?
-Jeśli sobie tego życzysz.- odpowiadam po chwili namysłu. Czuje miły, delikatny zapach męskich perfum. Otwieram oczy. Zauważam dużo wyższego ode mnie bruneta o zielonych oczach. Siedzieliśmy przez chwile w ciszy. Słychać było tylko przytłumione rozmowy kilku osób w samolocie. Nic dziwnego. Jest późno.
-Jestem Filip i mam dziewiętnaście lat. A ty co mi powiesz o sobie?
-Kamila siedemnaście lat. Numer buta też mam podać? - wycedziłam przez zęby.
-Oj nie spinaj się tak. Po prostu się nudzę. Dlaczego płaczesz? - w tym momencie coś znowu zaczęło się we mnie łamać. Znowu miałam to uczucie... żalu, wyrzutów sumienia. Widok umierającej siostry, nagłówków gazet. Wszystko przeze mnie...
Czuje jak się staczam.
-Nie twój interes.- odpowiadam.
-Spoko. Dokąd lecisz?
-Do nowej rzeczywistości. Do miejsca, w którym mam nadzieje znajdę swoje miejsce na ziemi. - o dziwo się uspokoiłam. Moje oczy nadal się iskrzyły ale już nie tak bardzo. Może to dobrze, że się przysiadł.
-Takiego miejsca ze świecą szukać. Jesteś polką? Świetnie mówisz po polsku.-
-Tak, jestem z Sopotu. A ty? - spytałam zaciekawiona.
-Z polskiego miasta w stanie Waszyngton.
-Żartujesz? Też tam jadę. - dziwny zbieg okoliczności. Nie wierzę w zbiegi okoliczności.
-Nie, nie żartuje. Na serio tam mieszkam. Po co się tam wybierasz?
-Mam tam mieszkać z bratem. - odpowiedziałam.
-Na jakiej ulicy? - nie wiem dlaczego mu ufam. Moja kolejna wada. Za bardzo ufam ludziom.
- Chyba na zamiejskiej. A co Cię tak to interesuje?
- Nie wiem tak po prostu. Mieszkam niedaleko. Mogę Cię odwieść z lotniska. Jeśli chcesz oczywiście.- powiedział z uśmiechem.
-Dzięki, brat po mnie przyjedzie. Ale możemy się jeszcze kiedyś spotkać jeśli chcesz. Nie znam tam nikogo- no i palnęłam.

* * *

Wymieniliśmy się telefonami gadaliśmy przez cały lot. Mam nadzieje, że jeszcze go spotkam. Wydaje mi się, że skądś znam Filipa.
Nie to tylko moja chora wyobraźnia.

* * *
Gdyby istniała możliwość cofnięcia się do jednego wybranego momentu w życiu, jestem pewna, że każdy by ją wykorzystał. Znaleźlibyśmy się w chwili, gdy powiedzieliśmy o kilka słów za dużo, gdy poszliśmy w złą stronę, gdy zachowaliśmy się nieodpowiednio, gdy odpuściliśmy, gdy mogliśmy zrobić więcej, gdy przestaliśmy walczyć. Myślę, że każdy z nas naprawiłby swój błąd, udoskonaliłby przeszłość, znalazł nową ścieżkę i nie cofał się do momentu, w którym zniszczył wszystko.

* * *

Weź się w garść. Pozbieraj części siebie, które upadły. Weź głęboki oddech. Zapomnij o wszystkim, co ciągle ciągnęło cię w dół. Oderwij się od dawnej codzienności. Zawalcz o swoją przyszłość. Staraj się. Nigdy nie mów, że jesteś słaba. Nie wmawiaj sobie, że nie dasz rady. Zrób krok do przodu, a potem następny i jeszcze kolejny. Wygraj. Zostaw dawną siebie daleko z tyłu i wygraj. Przecież wiem, że potrafisz. Ale ja nie...
Możesz mi wierzyć albo nie, ale gwarantuję ci, że kiedyś będzie lepiej. Odnajdziesz to, czego ciągle szukasz i za czym czekasz, i stwierdzisz, że nie było warto. Spotkasz człowieka, którego utraciłaś gdzieś po drodze i zrozumiesz jak wielkim błędem to było. Wyjedziesz, daleko stąd i spojrzysz na swoje życie z zupełnie innej strony, a wtedy zrozumiesz, że wystarczy tylko trochę poczekać, a dostanie się to, czego od zawsze się pragnęło. Daj czas swemu szczęściu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Starłam się ale chyba nie wyszło. Zostawiam wam rozdział do oceny. Z dedykacją dla Expirion.
  • awatar муѕzкα ♥: Piosenka cudowna. Bardzo dobrze komponuje się z całą resztą. W Twoim pisaniu lubię to, że widać charakter Kamili, chłopaków dwóch na razie to się jakoś nie wyróżnia. Uwielbiam, gdy dziewczyna nie daje szans, a on dalej się stara. Trafiasz w moje czułe punkty. Kamila mówi, że nie jest szczęściarą, ale jednak jest. Poznała dwóch, gdy jej smutno, ktoś się zjawia, Mam nadzieję, że uwierzy w siebie. Piękne przemyślenia.
  • awatar Limited: Jejciu. <3 kolejny cudowny rozdział. Taki delikatny i wprowadzenie nowego bohatera. Coś pięknego. Uwielbiam nowe postacii. Weny kochana ! : * bo piszesz świetnie i liczę na to,że za kilka lat będę czytała Twoje książki !
  • awatar My Paradise <3: Rozdział godny podziwu. Tak jak już wspomniała Expirion z rozdziału emanował spokój. Potrafisz wspaniale pisać. Twoje opowiadanie jest naprawdę świetne, życzę dużo weny ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Czuliście się kiedyś tak jak ja teraz?
Bezsilni?
Bez jakiegokolwiek sensu życia?
Ostatnimi czasy mam ciągłe wrażenie, że grunt mi się osuwa pod nogami.
Pewnie niektórzy powiedzieliby mi, że takie jest życie.
Jakie?
N I E S P R A W I E D L I W E?
Owszem, ale dlaczego tak jest?
Jedni zwalają to na nasze decyzje inni na ingerencje z góry.
Niektórzy piszą książki pod tytułem np." Jak wychować dziecko by osiągnęło sukces."
Są też tacy, którzy wolą oddać życie własnemu biegowi.
A wy do jakiej grupy się zaliczacie?

Życie nie zawsze jest takie, jakie byśmy pragnęli. Czasami coś nie idzie po naszej myśli, nie wygrywamy, marnujemy ostatnią szansę. Bywa, że los jest okrutny i przez całe życie będziemy zmuszeni szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Choć tak bardzo się staramy, nadal nam nie wychodzi. Być może to nie nasza wina. Może tak właśnie ma być? Może Bóg tak chciał? Może w przyszłym życiu będzie lepiej? A może teraz musimy się namęczyć, by po uzyskaniu celu, stwierdzić, że było warto?
Jedni mają talent muzyczny. Inni ładnie malują. Są też tacy, którzy świetnie tańczą.
A ja ? N I E M A M P O J Ę C I A.
Jaka jestem? N I J A K A


- Monika, nic nie zmienisz. Postanowiłam, że wyjadę. Nie trawie mojego życia. Duszę się żyjąc w ten sposób. - powiedziałam cicho łkając. Nie kłamałam, po prostu nie potrafiłam tak żyć. Od imprezy do imprezy, bez głębszego sensu. Nic mnie tu już nie trzymało. Może gdzieś indziej będzie mi lepiej.
- Przemyśl to, proszę. Jesteś tu potrzebna.
- Komu?! - coś zaczęło się we mnie łamać. Ścisnęłam ręce w pięści.- Ojcu? On ma mnie gdzieś! Najważniejszy jest dla niego alkohol! To jego życie, jego problem, nie mam zamiaru mu więcej pomagać. Nie ma to najmniejszego sensu. Matce? Ona ma swoich pacjentów i pieniądze. Niczego więcej nie potrzebuje. Ja dla niej nie istnieje. Jestem tylko kulą u nogi. Już to przemyślałam. Matka się zgodziła. Jadę do brata do stanów. Nie zmienię zdania!
- Jak chcesz, ale pamiętaj, że zawsze będziemy tu na ciebie czekać. Ja i cała paczka. Jeśli coś jeszcze dla Ciebie znaczymy!- odparła z wyrzutem. Tak bo uwierzę, że tak jest.
- Zrozum...
- Co mam zrozumieć. To, że zachowujesz się jak kompletna egoistka?
- To nie tak. -powiedziałam.
- A jak? - spytała. Jeszcze się pyta.
- Mi też jest trudno tak po prostu odejść ale muszę, nie potrafie inaczej.
- Dobrze. Masz zamiar wrócić?
- Nie wiem. Może... - W rzeczywistości wiedziałam, że raczej nie.
- Świetnie- odparła ze złością.- powodzenia.
- Proszę nie miej do mnie pretensji.
- Okej, ale obiecaj, że o nas nie zapomnisz.
- Co to to nie. Przysięgam. - kolejne kłamstwo.

* * *
Właśnie zapięłam ostatnią walizkę.
Miałam wyrzuty sumienia. Zostawiam tu przyjaciół. Monika ma rację, jestem egoistką.
Otwieram pierwszą napotkaną książkę na losowej stronie.
Czytam pierwsze zdanie.
" Czasem człowiek powinien wybrać się na spacer i przemyśleć parę spraw."
Tego potrzebuje....
* * *
Założyłam trampki, delikatnie położyłam rękę na zimnej klamce. Pociągnęłam....
Leciutki wiaterek musnął moją twarz. Ruszyłam chodnikiem w nieznane. Byle jak najdalej od domu. Odetchnąć...

Przysiadłam na dużym kamieniu . Wsadziłam stopy do wody.
Tego mi będzie brakować. Morza, tych lasów, tych miejsc...

* * *
Następnego dnia...
Stoję na lotnisku patrząc na odjeżdżającą matkę.
Czuje pustkę w sercu. Smutek mnie ogarnia od serca aż po czubki palców. Puszczam barierkę. Idę do łazienki. Spoglądam w lustro. Oblewam twarz wodą.
- KIM JESTEM?- pytam sama siebie. Czuję, że mimowolnie się rozklejam. Płaczę...
Jedna łza...
Druga....
Trzecia...

* * *

Miałeś w życiu taki moment, gdy stwierdziłeś, że to już koniec? Gdy dotarło do Ciebie, że wszystko, co dotychczas robiłeś, nie miało najmniejszego sensu? Chciałeś zrobić krok do przodu, ale zawsze cofałeś się w tył? Pragnąłeś tak wiele, a wyszło jak zawsze? Znasz to uczucie, kiedy starasz się ze wszystkich sił, a na mecie okazuje się, że to było niepotrzebne? Jak się wtedy czujesz? Wykorzystany? Niepotrzebny? Samotny? Chciałbyś to naprawić, ale nie masz już sił? Nie przejmuj się. Nic nie jest warte pracy, w którą włożyłeś całe serce.

  • awatar муѕzкα ♥: Jakie uczuciowe. Tyle emocji, myśli, które w Twoim wykonaniu są takie łatwe do odczucia, do zrozumienia. Gdy czytam jakieś opowiadanie próbuję wczuć się, u Ciebie też to zrobiłam. Zaczęła powracać Paula z dawnych lat. Cicha, samotna, smutna... Okropne uczucie. Wiem co odczuwa Kamila, ale mam cichą nadzieję, że to się zmieni, że pozna kogoś. Drugi rozdział bardziej przypadł mi do gustu. Jeszcze chciałam Ci napisać, że fantastycznie dobierasz słowa. Zdania masz świetnie posklejane, nic się nie powtarza, są opisy. Brawa :)
  • awatar Limited: Cudownie opisujesz emocje,uczucia i myśli bohaterki. Tak jak napisała Expirion : pozwalasz się wczuć,zaspolić z bohaterką. Masz lekki styl pisania. Jakby pisanie tak idalnie złożonych zdań,przepełnionych bólem,smutkiem nie sprawiało Ci problemów. Podziwiam ! Czekam na kolejny rozdział, mam nadzieję,że również zaskoczysz tak przemyślanym rozdziałem! :)
  • awatar Always my way: Cudowny,boski,przecudowny..? Brakuje mi słów. Masz piękny styl pisania.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
"Dorośli mówią mi dorośnij, wielcy kreatorzy szarej prozy codzienności." - Buka
 

 
"Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili, pokaż że się mylili" - Magik

Z dedykację dla paula110.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›